Godziny pracy kancelarii:

Pon - Pt 8.00 - 16.00

Tel. 081 534 81 60

02 VI 2016

Gazeta pisze o sprawie prowadzonej przez Kancelarię


Kończy się proces Mariana Kowalskiego, lidera lubelskich narodowców, oskarżonego o pobicie w klubie Graffiti. Wygłoszono już mowy końcowe, jednak wyrok zapadnie prawdopodobnie dopiero za miesiąc


 

Oskarżony to były lider Ruchu Narodowego oraz wieloletni szef ochrony w klubie Graffiti. Miał on pobić Andrzeja N., który blisko dwa lata temu wraz z żoną bawił się na koncercie formacji Happysad.

- Wnoszę o uniewinnienie mojego klienta. W świetle zebranych w sprawie dowodów pokrzywdzony doznał jedynie niewielkich obrażeń. Po za tym feralnego dnia w klubie było ciemno, ochroniarze mieli jednolite ubrania, byli też podobnej postury. Stąd powód mógł pomylić pana Mariana Kowalskiego z jego kolegą - mówił przed sądem jego obrońca. Adwokat uważa też, że oskarżenie o pobicie mogło mieć podłoże polityczne.

- Pokrzywdzony jest ze skrajnie innej opcji politycznej. Po za tym mój klient przez 20 lat nigdy nie zasiadł na ławie oskarżonych, stało się to dopiero teraz - mówił adwokat Kowalskiego. Innego zdania jest jednak prokuratura, która domaga się uznania Kowalskiego za winnego i żąda m.in. kary czterech miesięcy więzienia w zawieszeniu na dwa lata.

Przypomnijmy, że do bójki doszło w lutym 2014 roku po koncercie Happysad. Marian Kowalski miał uderzyć N. otwartą dłonią w twarz i wypchnąć z klubu. Na zewnątrz, zdaniem pokrzywdzonego, Kowalski zepchnął go ze schodów i uderzył pięścią w nos.

- Cały zakrwawiony pojechałem do szpitala - mówił przed sądem Andrzej N. Wersję pokrzywdzonego potwierdziła przed sądem jego żona. W rozwiązaniu sprawy pomogłyby też nagrania zainstalowanego w klubie monitoringu. Tych jednak nie ma, bo feralnego dnia kamery nie działały. - Fakt ten jest mocno zastanawiający. Niewątpliwie był tego świadomy sam oskarżony. Wiedział też, że jego działania nie są rejestrowane, czuł się więc bezkarnie - mówił oskarżyciel posiłkowy Rafał Choroszyński. Adwokat złożył też kolejny dowód w sprawie. Chodzi o zdjęcia rentgenowskie, które wykonano pokrzywdzonemu w szpitalu przy ul. Jaczewskiego. Zdaniem mec. jednoznacznie wynika z nich, że doszło do złamania nosa.

- Oskarżony wobec mojego klienta był agresywny - mówił Choroszyński. Sam Kowalski nie przyznaje się do winy i twierdzi, że do żadnej bójki nie doszło. Pokrzywdzony początkowo domagał się od lidera lubelskich narodowców 10 tys. zł, ten jednak nie zapłacił. Śledczy natomiast postawili mu zarzut uszkodzenia ciała, za co grozi do 5 lat pozbawienia wolności. Finału procesu można się spodziewać pod koniec lipca.